Dzieci w Areszcie… domowym

Koronaferie jak mówili na samym początku uczniowie wielu szkół, zamieniały się w domowe więzienie. Może jednak była to nieoceniona możliwość spędzenia czasu z rodziną.

Dzieci w domowym areszcie (fot.IN)

  Zapytałam o to mieszkańców Sanoka. Mama dwóch uroczych dziewczynek 3-letniej Michasi i 4-letniej Emilki podzieliła się ze mną swoimi odczuciami: „Robimy to na co wcześniej nie było czasu, czyli wyżywamy się plastycznie, układamy puzzle, czytamy bajki, ale przede wszystkim uczymy się samodzielności, dlatego dziewczyny same się myją, same sobie przygotowują czasem śniadania, same sie ubierają oczywiście , pomagają ścielić łóżka, a nawet odkurzać. Uczą sie robić rzeczy, na których naukę wcześniej nie było czasu, bo np. obiad robiło się szybko,  teraz mamy czas żeby dziewczyny obierały warzywa czy piekły z nami ciasteczka. Odkąd jest ładnie to uciekamy na działeczkę i tam kontynuujemy naukę przez zabawę. Emilka ma własną skrzynkę w której posadziła koperek i cebulkę i będzie o nie sama dbać. Na początku bałam się że będą się nudzić i wojować. Teraz się cieszę że mamy czas na realizacje aktywności, na które wcześniej po prostu czasu nie było lub było go za mało.”

Zabawa i nauka gotowania (fot. domowe archiwum)

Wspólnie spędzony czas może być bardzo owocny i nawet w jakiś sposób zyskany a nie stracony. Kolejną osobą, która podzieliła się ze mną swoimi spostrzeżeniami była mama 9-letniej Leny, „Lena miała mieć w tym roku swoją pierwszą komunię świętą do której jak każde dziecko przygotowywała się ze starannością. Sytuacja pandemii jednak zmieniła plany rodziny bo Komunia Leny nie mogła odbyć się w planowanym czasie i formie. Co do zajęć w szkole dziewczynka wysyłała zadania zaplanowane przez nauczycieli zdalnie. Było ich sporo i pochłaniały wiele czasu. Choć w domu dziewczynka aktywnie spędzała czas z rodziną, grała w gry planszowe i miała zdalne zajęcia, tęskni za normalnym kontaktem z przyjaciółmi ze szkoły i chciałaby już do niej wrócić.”

Siedemnastoletni licealista z Sanoka, Bartek o okresie zdalnych zajęć nie mówi wcale jak o trybie wakacyjnego odpoczynku. „Forma pracy się zmieniła więc dostawaliśmy duuużo zadań i projektów do wykonania poza tym cały czas odbywały się zajęcia zdalne także wstawanie na poranne lekcje nie stało się dla mnie obce. Sprawdziany również odbywały się w formie zdalnej i w sumie całkiem nieźle idzie mi ta internetowa nauka.”

Tegoroczna maturzystka Kasia (19 lat) mówi: „Wybuch pandemii i związana z nią kwarantanna zdecydowanie utrudniły moje przygotowania do matury. Bez bezpośredniej pomocy nauczycieli ciężko było znaleźć odpowiedzi na niektóre pytania. Zamknięcie szkół spowodowało, że odechciało mi się uczyć. Ciężko jest zmuszać się do nauki i wertowania książek ze świadomością, że nikt cię nie pilnuje, za oknem świeci wiosenne słońce a ty przecież mógłbyś robić coś znacznie przyjemniejszego.”

Ania, studentka psychologii (22 lata) opowiada: Zdalnych zajęć na żywo w sumie nie było tak dużo, wielu prowadzących wysyłało do nas prezentacje z dźwiękiem lub wykłady, więc fajnie bo można było do tego usiąść w dowolnym czasie, a efekt był taki sam. Oczywiście były też przedmioty, z których regularnie dostawaliśmy zadania do wykonania, ale jeśli było się w tym systematycznym to nie było to uciążliwe. Starałam się robić to codziennie rano od 7 do 12 gdy było więcej do zrobienia także całkiem gładko to przeszło, teraz czekam na egzaminy i wszystko się okaże.

Studentki w czasach przed pandemią (fot. archiwum dom.)

Monika, studentka pedagogiki (21 lat) opowiada o czasie kwarantanny –Prowadzę firmę animacyjną, AnimaShow, która skupia się na prowadzeniu animacji dla dzieci podczas różnego rodzaju imprez okolicznościowych. Oczywiste jest, że przebywamy z innymi osobami, co za tym idzie, obecna sytuacja miała bardzo mocny wpływ na to jak będzie funkcjonować firma do końca bieżącego roku. Kiedy w marcu ogłoszono stan pandemii, nasza branża wygasła. Ogromna ilość małych firm, wycofała się z rynku. Oczywiście pojawił się strach, ludzie odwoływali zamówione imprezy lub zmieniali terminy. Pojawiały się pytania co dalej, co będzie z jakimkolwiek rozwojem. Przede wszystkim mamy opłaty, które ponosimy bez względu na stan gospodarki. Na szczęście nie pozwoliłam sobie zbyt długo na strach i postanowiłam szybko reagować. Wszystkie imprezy na trzy miesiące zostały zupełnie wycofane, a duże imprezy przewidziane do końca roku, też na pewno się nie odbędą. Pomyślałam, że przecież mamy jeszcze poduszkę finansową, dzięki której postaramy się przetrwać, na szczęście niektóre opłaty obowiązkowe zostały wycofane. Można było założyć ręce albo wykorzystać bieżącą sytuację. Poświęciłam ten czas na naukę, na poszerzanie horyzontów, na przygotowanie strategii po tym szalonym okresie. Już niedługo ruszamy ponownie z imprezami i mam nadzieję że szybko zapomnimy o pandemii strachu. Ten czas i mówię to z  pełną odpowiedzialnością, był bardzo potrzebny, przynajmniej w mojej działalności, w której przeanalizowałam błędy, wprowadziłam poprawki i ułożyłam od nową strategie działania.

Zabawa na sanockim rynku (fot. archiwum dom.)

Jak widać z każdej sytuacji można zawsze wyciągnąć pozytywne i negatywne strony. Nasi Uczniowie pokazali się tutaj raczej ze strony osób które dostając od życia cytryny robią z nich lemoniadę. Warto zaznaczyć, że sytuacja do najlżejszych nie należała. Ludzie dawno nie mieli zderzenia z podobną formą ograniczeń które miały na celu troskę o ich zdrowie i życie. Choć był to niewygodny czas na pewno wielu skłonił do refleksji oraz przewartościowania myślenia.

Magdalena Zubel