Spod starej jabłoni

W moim ogrodzie rośnie stara, pochylona jabłoń. Właściwie nie wiem dokładnie ile ma lat, nie wiem też czy posadziła ją moja babcia czy też dziadek. Jedno jest pewne rośnie na środku ogrodu od wielu lat, jak rodzinny pomnik czy też żywe drzewo genealogiczne. Co dwa lata rodzi ogromną ilość przepysznych papierówek. Może nowe odmiany jabłek są bardziej efektowne i odporne na choroby, ale smaku dojrzewającej papierówki, zerwanej prosto z drzewa nigdy nie przebiją. Mocno pochylone i wiekowe drzewo posiada niezwykłą energię. Pełne życia, kwiatów i brzęczenia pszczół zbierających nektar na wiosnę i obwieszone kilogramami soczystych, zielonych owoców wczesnym latem.  Właściwie jedyną jego wadą jest to, że rodzi tylko co dwa lata, ale być może to sama matka natura pozwoliła mu na roczne wakacje po ciężkiej pracy, którą wykonuje z niezwykłym pięknem i starannością.  

Stara papierówka ma też inny dar. Być może za sprawą samej nazwy, a może tylko z czystego przypadku drzewo to wykazuje właściwości pobudzające ludzki organizm do przelewania myśli na papier (choć papier czasami bywa w elektronicznej wersji). Dłonie same tutaj wiedzą jak zmienić ulotną myśl w zawiłe gałęzie odręcznego pisma czy równomierną, czarną korę klawiatury.

W jej bezpiecznym cieniu wszystkie skomplikowane sprawy życia codziennego wydają się proste i oczywiste. Społeczne zabawy w skandale i politykę stają się zupełnie nieważne, a pandemia chińskiego wirusa równie odległa jak same Chiny. Samo drzewo jest trochę jak niewielkie miasto. Fabryki konarów mocno pompują soki, by po jakimś czasie znaleźć klienta na wyprodukowane prawidłowo owoce. Choć czasami zdarzy się jakaś wada fabryczna wypełzająca z jabłka ponieważ jest to produkcja ekologiczna. Spora część tego papierowego społeczeństwa pracuje w pocie czułek, zapylając wiosną pachnące kwiaty. Inna część tej populacji, ubrana w osie żółto-czarne pasy, bzycząc jeszcze głośniej niż ci zapylający, obgryza owocowe 500+, korzystając z  papierówkowego systemu. Od czasu do czasu nad drzewo-miasto przyleci nawet szerszeń. On tu rządzi. Wszystkie „ośmiorniczki czy maseczki bez atestu” ma w jednym żądle. Na jabłoni przysiądzie też czasem duży ptak, który nie zważając na resztę społeczeństwa ogrodowej jabłoni sprawę załatwi po swojemu. I tu rodzą się pytania… jak to wszystko potem posprzątać, no i co zrobić w tym roku z tych papierówek… Może konfiturę?

Maciej Serednicki