Eko-marina o zachodzie słońca

„Jestem, szczerze mówiąc, wzruszony. Realizowaliśmy tą inwestycję w bardzo trudnym okresie. Zaczęliśmy przed świętami 20 grudnia. W międzyczasie mieliśmy koronawirusa i powódź. Padało bez przerwy przez miesiąc…” mówił pomysłodawca i właściciel Daniel Wojtas na otwarciu nowoczesnej Eko-Mariny w Polańczyku. To pierwsza tego typu budowla na Zalewie Solińskim. Nie jest to zwyczajna pływająca przystań, ale zbudowana na palach wbitych w dno jeziora stała marina.

Współwłaściciel Eko-mariny i hotelu Skalny w Polańczyku wymienił wiele nazwisk i instytucji ta inwestycja nie mogłaby się odbyć. W dniu otwarcia na nowej przystani pojawili się między innymi: Minister funduszy i polityki regionalnej Małgorzata Jarosińska-Jedynak, poseł Piotr Uruski oraz przedstawiciele lokalnego samorządu.

Rozwój turystyki w Polsce Wschodniej to inwestycja w przyszłość. To impuls dla regionu dający nowe możliwości rozwojowe…to bardzo istotny krok w kierunku wzmocnienia bazy turystycznej w rejonie Bieszczad – perły Podkarpacia… – mówiła pani Minister Jarosińska-Jedynak. Cały projekt mariny kosztował prawie 12 milionów złotych, z czego większa część to wsparcie z programu Polska Wschodnia.

Wstęgi zostały przecięte, przystań poświęcona, a na jezioro wypłynęły jachty Eko-mariny pełne chętnych do żeglugi.

Całość Eko-mariny to budynek gastronomiczny z tarasem, szkoła żeglarska, sala konferencyjna i zaplecze sanitarne z prysznicami dla żeglarzy. Będzie tu można zjeść świeżą rybę prosto z jeziora, albo pożyczyć kajak, żaglówkę czy katamaran. Do odwiedzin przystań zachęca też dwoma basenami.

Mimo przechodzących przez Bieszczady burz, w nowej marinie „grzmiało” tylko nagłośnienie wieczornego koncertu zespołu Poparzeni Kawą. Jak sami muzycy mówili był to ich pierwszy koncert od czasu, kiedy pandemia zarządziła „muzyczną ciszę”. Chętnych do testowania oferty nowej mariny nie brakowało, a koncert można było obejrzeć również z brzegu zalewu.

Okrutna, zła i podła... – słowa przeboju Poparzonych Kawą słychać było nad całym Zalewem Solińskim. Niektórzy dobrą zabawę skończyli dopiero następnego dnia rano.

redakcja

(fot. pepe)