Hejt według Schopenhauera

Schopenhauer wychodząc z założenia, że ludzie wolą mieć rację niż mówić prawdę, napisał z właściwym sobie cynizmem rozprawkę o wybiegach w dyskusjach. Przytoczył w niej dziesiątki nieuczciwych argumentów; zbijających z tropu, wyprowadzających z równowagi, oddziałujących na morale. Erystykę, czyli sztukę prowadzenia sporów można by dziś uznać za ,,krótki poradnik hejtowania’’ pisany z myślą o hejterach!

Podczas jego lektury przemknęło mi przez myśl, że Schopenhauer podsumował wiele antyintelektualnych wypowiedzi, jakie miały okazję znaleźć się w Internecie i nie tylko. Motywowane emocjami dają wgląd w całe partactwo argumentacji. Logika, kultura wypowiedzi są w nich drugorzędne. Liczy się samo zaistnienie w dyskusji, w której tak często nonsens jest wprost proporcjonalny do megalomanii komentatorów. Posługując się chwytami erystycznymi, za wszelką cenę chcą ,,przebić’’ argumenty oponenta.

Co do etymologii rzeczonej erystyki, nomen omen powiązanej z Eris – boginią zawiści, zemsty z mitologii greckiej, trudno nie dostrzec pomiędzy znaczeniami tych dwóch nazw analogii. Siłą napędową zaciekłych sporów jest w końcu chęć zdeprymowania przeciwnika, bez względu na środki. Towarzyszy temu silna niechęć, złość!

ad personam…

W momencie krytycznym przedmiot dyskusji może nawet zejść na dalszy plan, gdy niemający już nic rzeczowego do powiedzenia rozmówca, posłuży się argumentem ad personam. Odnosi się on najczęściej do intelektu, czyli pisząc wprost ktoś wyzywa nas od idiotów, kretynów, półgłówków. Oddziałuje to na ego, dlatego tak trudno nie dać się sprowokować. Zuchwałością argumentowi ad personam może chyba tylko dorównać argument ad baculum, w dosłownym tłumaczeniu ,,z pałki’’. Tam gdzie kończy się siła perswazji, pojawiają się sprawdzone metody przekonywania. Pałka z pewnością do nich należy…

Pośród wielu innych argumentów, godzących w ego można by wymienić przyklejanie etykietek. Ostatnio znowu popularnością cieszy się ,,faszysta’’. Fenomen tego epitetu polega na tym, że przestał on już cokolwiek znaczyć, na co zwrócił uwagę sam George Orwell. Pisał, że faszystą można nazwać Gandhiego, rolników, kobiety, Kredyt Społeczny, polowanie na lisa itd. Lista jest długa i cały czas się wydłuża. Przyklejając jakąkolwiek etykietkę, czy to faszysty, czy szarlatana, czy ksenofoba rzadko kiedy uzasadnia się jej wybór i złośliwie kategoryzuje, pomijając indywidualny aspekt omawianych zdarzeń.

ad hominem

Do nieco bardziej subtelnych argumentów tj. nie uderzających wprost w dobre imię należy ad hominem. Jest on zmyślnym sposobem wytknięcia braku konsekwencji rozmówcy. Jeśli byłby nim sozolog, postulujący potrzebę zmniejszenia emisji dwutlenku węgla, adwersarz mógłby zapytać dlaczego regularnie lata z Gdańska do Warszawy samolotem. Wegankę pijącą hektolitry mleka migdałowego można by zapytać o los pszczół, ginących miriadami na plantacjach migdałowców w Kalifornii. W argumentach ad hominem chodzi o skierowanie tematu rozmowy na fakty z czyjegoś życia, które stoją w sprzeczności z poglądami. Jeśli argument jest dobrze przemyślany może odebrać uczestnikowi sporu wiarygodność, a nawet posłuch.

Podobny rezultat może przynieść argument ad auditorem. W przeciwieństwie do poprzedniego opiera się na asymetrii sił. Nie zgodziwszy się z oponentem, popierającym na przykład podwyższenie wieku emerytalnego, można zwrócić się do słuchaczy z pytaniem retorycznym: kto z was miałby siłę na ciężką, fizyczną pracę w wieku sześćdziesięciu siedmiu lat? W argumencie tym chodzi o wykorzystanie upodobań tłumu do osłabienia przeciwnika. Ten może poczuć się ,,osamotniony’’, niepewny, co przechyla szalę zwycięstwa w stronę posługującego się nieskrępowanie erystyką!

Łatwo zauważyć, że w erystyce prawdziwym narzędziem manipulacji są emocje i ego. Mając nad nimi kontrolę można władać przebiegiem dyskusji, co w konsekwencji prowadzi do zwycięstwa. Nie jest to bynajmniej uczciwe, ale nie o to przecież chodzi! Porażka przeciwnika stanowi cel. W jego osiągnięciu pomocne są ,,wymyki, chwyty i wybiegi’’ wpisane daleką od doskonałości naturę ludzką. Trudne jest jednoznaczne odpowiedzenie na pytanie, czy jest to dobre czy też złe. Na pewno erystyka jest powszechna i każdy ją kiedyś świadomie lub nie zastosował, w służbie swojego ego.

Marcelina Kozłowska

PS Zainteresowanym głębszym studium niemerytorycznych argumentów polecam Erystykę, czyli sztukę prowadzenia sporów A. Schopenhauera, debaty polityków i sekcje poświęcone komentarzom na portalach społecznościowych.

(fot. pepe, INT.)