Małe kina… duży teatr

Teatr zawładnął w ten weekend salą sanockiego BWA. Teatr jak powiedzieliby rodacy  Wiliama Shakespear’a, very exclusive. Niewielu widzów na widowni, choć sala zapełniona po brzegi, w przepisowych sanitarnych odstępach. Scena pełna sztuki, a na niej tylko jedna aktorka, nie licząc jej niewidzialnego towarzysza.

Katarzyna Góralczyk w swoim pierwszym monodramie

Małe kina to sztuka o niespełnionych marzeniach, o samotności. Myślę, że tak naprawdę to sztuka o nas samych, a przynajmniej o większości ludzi – opowiada nam Sławomir Woźniak, reżyser spektaklu. Tekst dostałem od znajomych. Jeżeli ma się tekst dramaturgiczny to sprawa jest prostsza. Są wskazówki autora. Można się do nich stosować albo nie, ale tekst jest pisany z myślą o scenie. Natomiast Małe kina to proza i trzeba było zbudować jakąś sytuację, historię. Umiejscowić ją w jakimś miejscu i czasie. Jest to zdecydowanie trudniejsze, ale to niesamowicie satysfakcjonująca praca. Ten tekst jest ateatralny, a trzeba zrobić z tego teatr. Jednak bez dobrego aktora można wymyślać różne rzeczy i nic z tego nie wyjdzie. Katarzyna Góralska jest osobą, która ma intuicję sceniczną. To jest ogromna przyjemność pracować z osobą, która mnóstwo proponuje od siebie. Kilka wskazówek i ona rozbudowuje scenę. Ja tworzę sytuację, ona ją wypełnia. Dlatego to jest takie żywe, takie prawdziwe- podsumowuje Sławomir Woźniak.

Katarzynie Góralskiej nie przeszkadza w grze scenicznej to, że nie jest zawodową aktorką. Ponoć teatr trzeba mieć we krwi. Wrażeniami z pierwszego spektaklu dzieli się z nami sama aktorka – Był lekki stres, ale to zrozumiałe, to jest mój debiut jeżeli chodzi o monodram. Zawsze scenę dzieliłam z kimś innym, teraz mam ją tylko dla siebie. Gram kobietę, która miała tylko jedno marzenie, zostać aktorką, kimś znanym. Niestety jej to nie wyszło. Tak naprawdę, to opowieść o naszych szarościach i dążeniach do celu, który niestety nie wszyscy osiągamy. Czasem to wpędza w depresję i niszczy życie.

Katarzyna Góralczyk i Sławomir Woźniak

Jak się okazuje Małe kina przekroczą bramy BWA. Spektakl będzie jeszcze wystawiany w innych miejscach, oczywiście, jeżeli pozwoli na to sytuacja sanitarna związana z pandemią koronawirusa.

Tymczasem aktorzy związani z sanockim BWA pracują nad kolejną sztuką, którą prawdopodobnie zobaczymy już po wakacjach. Sztuka, nosi tytuł PTSD czyli zespół stresu pourazowego. Jeżeli weźniemy pod uwagę objawy prawdziwej jednostki chorobowej PTSD, takie jak nadmierna czujność, drażliwość i wybuchy gniewu to wyłania się zarys potencjału scenicznego tej sztuki. W związku z tym, z nadmierną czujnością, aczkolwiek bez drażliwości czekamy na wrześniową premierę.

Piotr Piegza

(fot. pepe)