Starych aptek splendor

W dzisiejszych aptekach nie czuć zapachu suszących się ziół, farmaceuci nie przygotowują dla nas ceremonialnie pigułek. W zasięgu wzroku brak laboratoryjnych utensyliów, w których dokonuje się ,,magia’’ syntezy i wymiany. Bezpowrotnie zniknęły też  szklane, różnokolorowe flakoniki z tajemniczymi nazwami po łacinie. Zamiast tego jest sterylna biel, poukładane z pedantyczną starannością leki. Ku rozczarowaniu Paracelsusa – renesansowego lekarza, alchemika, wciąż nie ma wśród nich kamienia filozoficznego i panaceum… Jest za to wiele innych, wątpliwych w działaniu środków, towarzyszących w walce o nieprzemijające piękno i młodość…

            Przed wojną, chcące zadbać o urodę kobiety nie zawsze kupowały gotowe kosmetyki. Wiele zaopatrywało się w glicerynę, wodę różaną, wosk pszczeli, ocet, oliwę z oliwek, żeby samodzielnie spreparować domowy kosmetyk. Wspomniane ingrediencje można było nabyć w aptekach, drogeriach. W przedwojennym Sanoku największą popularnością cieszyła się ta należąca do Jana Hydzika – wykształconego we Lwowie farmaceuty, który po odbyciu studiów przyjechał do Sanoka. Z zamiarem założenia apteki, zwrócił się o pozwolenie do rajców miasta. Ci odmówili uznając, że ,,Pod Czarnym Orłem’’ Kawskich w pełni zaspokaja ,,apteczne potrzeby’’ mieszkańców miasteczka.

Pijawki u Jana Hydzika

Młody magister uznał wówczas, że alternatywnym rozwiązaniem jest otwarcie drogerii,  której asortyment nie będzie ograniczał się do remediów, a pracę farmaceuty da się połączyć z działalnością komercyjną. Przedsięwzięcie udało się zrealizować. Wkrótce przy ulicy 3 Maja powstała drogeria Mr. Jana Hydzika. W jej ofercie znajdował się przysłowiowy szwarc, mydło i powidło! Obok ręcznie wytwarzanych medykamentów na nabywców czekały sprowadzane z Węgier pijawki! Cierpiący na reumatyzm czy problemy z ciśnieniem mogli zakupić je na hirudoterapię, która w XIX wieku znów stała się popularną i przynoszącą zyski metodą leczenia. Na tyle, że zdarzały się nieuczciwe praktyki takie jak tuczenie pasożytów krwią z rzeźni. Pozostaje nam wierzyć, że Hydzik kupował pijawki od sprawdzonych hodowców.

W takim pięknie zdobionym słoju z perforowaną pokrywką nie trzymano landrynek, tylko gotowe do upuszczania krwi pierścienice

Do budzących większą sympatię produktów należały: pozwalające łączyć przyjemne z pożytecznym nalewki, pachnące świeżością kostki mydła, pocztówki kolekcjonerskie, łagodzące kaszel cukierki ślazowe, działające ożywczo na kubki smakowe miętowe pastylki. Hydzik sprowadzał też benzynę dla szczęśliwych posiadaczy wehikułów, do których należał słynny śpiewak operowy – Adam Didur!

Aptekarz czy diler?

Nie sposób wymienić bogactwa produktów przedwojennych drogerii, aptek! Sprzedawane w nich leki odzwierciedlały rozwój medycyny, przeżywającej na przełomie XIX i XX stulecia przełom. Do najważniejszych wydarzeń należy zaliczyć odkrycie penicyliny i prątka gruźlicy. Jednak zanim do tego doszło, paliatywnie leczono objawy, a nie przyczyny grożących śmiercią chorób. Służyły do tego opium, laudanum, morfina czy jej rynkowa rywalka – heroina. W 1898 przedsiębiorstwo Bayer rozpoczęło jej dystrybucję w 23 krajach, włączając w to rozbitą na trzy kawałki Polskę. ,,Cudowny lek’’   na zapalenie oskrzeli, astmę, suchoty itp. zyskał wielu zagorzałych zwolenników ; sięgali po niego nie tylko w celu złagodzenia kaszlu. ,,Ciemna strona’’ heroiny szybko wyszła na jaw. Chociaż jej produkcja została wstrzymana, ta już nigdy nie wyszła z obiegu, trafiając wkrótce na czarny rynek.

            Niebudzącym tylu kontrowersji lekiem Bayer była aspiryna! Dzięki Felixowi Hoffmanowi, pod koniec XIX wieku rozpoczęto jej przemysłową produkcję. Lek stał się szybko rozpoznawalny, zarówno dzięki skutecznemu działaniu przeciwbólowemu, jak i reklamie! W wielu przedwojennych periodykach można zobaczyć równoramienny krzyż, składający się z dużych liter w nazwę Bayer. Opatrzony zabawnymi hasłami i rysunkami zachęcał czytelników do kupna aspiryny.

W Stanach Zjednoczonych początkowo coca-colę reklamowano jako niezwykły napój na ból głowy i zmęczenie psychiczne, Do 1902 roku w jej skład wchodziła kokaina.

Była ona niezwykłym novum nie tylko dla konsumentów. Farmaceuci przywykli do własnoręcznego wyrobu leków, w czym pomagały im moździerze z tłuczkami, charakterystyczna pigulnica, na której kręciło się pigułki. Warto podkreślić, że nie były one tym samym, co sprasowywane fabrycznie tabletki. W przeciwieństwie do nich, każda  była wyrabiana przez farmaceutę osobiście, w przygotowanym do czynnej pracy laboratorium.

Apteka Pod Opatrznością

Chcąc zobaczyć na żywo niezwykłe wyposażenie starej apteki warto wybrać się na galicyjski rynek w sanockim skansenie. Znajduje się tam rekonstrukcja ,,Apteki Pod Opatrznością’’ z Dynowa, której aranżacja oddaje aurę tego, co minione…

Przekraczając jej próg czuć woń suszących się w sieni ziół. Zwracają uwagę antyki, wśród których można by wymienić zabytkową kasę National, wagę szalkową stojące na oryginalnym stole ekspedycyjnym. Wnikliwy obserwator zauważy też z pewnością krokodylka zwisającego z sufitu. Jeśli robiono leki z gadzich narządów, to tylko w średniowieczu. Egzotyczne zwierzę, przywodzące na myśl dorzecze Nilu stanowiło popularną ozdobę w XIX wieku. Sam Bolesław Prus wspomina w ,,Lalce’’ o wiszącym w sklepie Mincla, wypchanym krokodylku na półtora łokcia.

Innymi kuriozami ,,Apteki Pod Opatrznością’’ są niezwykle rzadko spotykany przyrząd do odlewu świec i związane z nazwą oko opatrzności, znajdujące się nad wejściem. Oprócz tego jest niezliczona ilość innych, oddających ducha czasu przedmiotów. Warto je zobaczyć na własne oczy, by mieć pełen obraz życia przedwojennego aptekarza.

Jak odległe było ono od tego, znanego nam dziś, każdy może ocenić w oparciu o własne refleksje. Pewne jest, że wszystkich ludzi zawsze łączyło pragnienie zdrowia i niesłabnący popęd życia!

Pigulnica, to deska składająca się z części płaskiej i pokarbowanej. Najpierw rozwałkowywało się „ciasto, tak żeby utworzył się równy prostokąt. Potem przenosiło się go na rowkowaną część deski, z góry przykładając odpowiadającą kształtem listewkę. Z otrzymanych wałeczków, formowało się w palcach kulki. Ostatnim etapem przygotowania pigułek było posypanie ich zarodnikami widłaka, żeby nie przyklejały się do siebie.

Zwrot ku naturze

Dzięki niemu przez setki lat dokonywał się postęp, znajdujący obecnie odbicie, zwłaszcza w spadku śmiertelności. Jednakże drugą stroną medalu są choroby cywilizacyjne takie jak astma czy alergie. Fińscy naukowcy – Hanski i Haahtela za główny czynnik w ich powstawaniu wykazali brak ekspozycji na bioróżnorodność. Badali w 2011 roku młodzież mieszkającą w rosyjskiej i fińskiej części Karelii. Bardziej odporna była ta z zachowawczej Rosji, wystawiona na kontakt ze zwierzętami gospodarskimi, większą ilością gatunków roślin.

            Wniosek z tego taki, że nie należy bać się wszystkich bakterii. Niektóre z nich stanowią swoistą ,,tarczę ochronną’’ przeciwko chorobom. Dlatego warto czasem pogłaskać kozę, poleżeć na łące, posadzić jakąś roślinę, zanurzając ręce w pachnącej życiem ziemi…

Na koniec nieco prowokacyjny cytat rumuńskiego filozofa z serii ,,odwieczny konflikt natury i kultury’’:

Zawszeni i pogodni, powinniśmy trzymać się towarzystwa zwierząt, kucać sobie u ich boku jeszcze przez tysiąclecia, wdychać woń stajni raczej niż laboratoriów, umierać z chorób, a nie z lekarstw, kręcić się wokół naszej pustki i łagodnie w nią zapadać.

                                                                                                                   Emil Cioran

Marcelina Kozłowska