Parę słów o walce z brudem

Co ma wspólnego pranie ze słowiańskim bogiem Perunem? Od archaicznego przedrostka per-, czyli uderzać wzięły się oba słowa. O ile Perun miotał gromami, o tyle zakres mocy nadrzecznych praczek był mniejszy. Miały one do dyspozycji tylko kijanki, przypominające wyglądem drewniane deski do krojenia. Uderzały nimi o rozłożoną na kamieniach bieliznę, tak żeby ze splotu włókien wydobył się brud. Przedtem, moczyło się wszystko w ługu. Sporządzano go z popiołu, którego było pod dostatkiem w opalanych drewnem piecach. Należy tu podkreślić, że nie każdy popiół był jakościowo dobry. Nadawał się tylko ten, który był efektem spalania twardego, bogatego w potas drzewa. Pozyskany z niego popiół przesypywano do płóciennego worka. Następnie umieszczano go na brudnej bieliźniew perforowanej u dołu beczce. Przelewano przez to kilka razy deszczówkę. Wypłukiwała ona z popiołu silne związki zasadowe, dzięki którym możliwe było rozpuszczanie tłuszczów, wybielanie.

Potaż, czyli początki Polonii w Ameryce

Popiół i woda potrafią zdziałać razem cuda! A ich odparowany w kotle roztwór, zamienia się z w potaż, czyli surowiec wykorzystywany w wyrobie mydła, bieleniu tkanin, produkcji szkła, porcelany (gama zastosowań jest szeroka) itd.

            Warto wspomnieć w charakterze dygresji, że od potażu zaczęła się historia Polaków w Stanach Zjednoczonych. Polska nazywana z sarmacką dumą spichlerzem Europy stała dobrze nie tylko pod względem rolnictwa, ale także przemysłu chemicznego. Pod koniec XVI wieku państwa Europy Zachodniej importowały 158 tysięcy beczek potażu. Blisko 75% z nich pochodziło z Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Polscy potasznicy byli znani i cenieni. Nie bez kozery kapitan John Smith zabrał ich w 1608 roku na pokład Mary and Margaret (o Mayflower nikt wtedy jeszcze nie słyszał). Z ich pomocą w Jamestown zostały szybko uruchomione manufaktury. W 1609 roku Polacy wybudowali pierwszą hutę szkła w Nowym Świecie! Odlewano w niej m.in. kolorowe koraliki, stanowiące przedmiot handlu wymiennego z Indianami. Nie trzeba chyba dodawać kto na tym gorzej wyszedł…

            Jednak wracając do tematu potażu, można z niego było wyrabiać mydło. Oczywiście nie powstawało przez samo zagotowanie wody z popiołem. Niezbędny był tłuszcz pochodzenie roślinnego albo zwierzęcego. Dzięki niemu dochodziło do saponifikacji, czyli pienienia.

Alchemia tłuszczu i popiołu

Receptury na mydło były znane już starożytnym Rzymianom. Wierzyli, że mydło odkryto na wznoszącym się niedaleko Rzymu wzgórzu Sapo, gdzie palono zwierzęta ofiarne. Deszcz miał spłukiwać ze wzniesienia łój przemieszany z popiołem, dzięki czemu pranie w Tybrze nie nastręczało Rzymiankom kłopotu, a ubrania były czyste jak nigdy. Legenda jak to legenda jest wątpliwa. Wzgórze o takiej nazwie nigdy nie istniało, a mydło rzymskie nie należy bynajmniej do tych najstarszych. Babilończycy dużo wcześniej, około 2800 lat p.n.e. zajmowali się jego produkcją, po czym pozostawili gliniane foremki z inskrypcjami klinowymi.

Swoją drogą, w okresie trwania Cesarstwa Rzymskiego mydło nie cieszyło się w Europie specjalnie popularnością. Używano go głównie w celach medycznych albo przemysłowych, np. do czyszczenia wełny albo skór.

            Zainteresowanie mydłem rozbudzili na nowo krzyżowcy. Podczas krucjat nie omieszkali zawitać w syryjskim Aleppo. W środkowowschodnim mieście panowała wielowiekowa tradycja wytwarzania mydła laurowego. Zaadaptowali ją w m.in. marsylscy rzemieślnicy. Mydło stało się wówczas w Europie czymś więcej niż prostym połączeniem popiołu i tłuszczu. Robiono je z najwyższej jakości składników, w tym oliwy z oliwek, soli morskiej, popiołu z alg. Proces produkcji był rozłożony w czasie; trwał nie krócej niż miesiąc. Rezultatem prac były kostki pachnącego mydła, których raczyli używać francuscy królowie.

            Dosyć skromnie na tym tle przedstawia się historia mydła w Polsce. Nie było znanych na cały kontynent manufaktur ani mydlarzy. Swoisty wyjątek stanowi Cyprian Franciszek Zabłocki, którego legenda utrwaliła się w przysłowiu wyjść jak Zabłocki na mydle. Aspiracją rybieńskiego ziemianina był szybki zarobek. Wyprodukował kilka skrzynek mydła, które zostały spławione Wisłą do Gdańska. Stamtąd miały być przetransportowane za granicę na barce. Zabłocki wykoncypował, że nie opłaca mu się płacić celnikom pruskim wysokiego cła. Przed przekroczeniem granicy, wrzucił skrzynki do wody. Łatwo przewidzieć, co stało się z zawartością…

Mydło rzeczne czy łąkowe?

Produkcja mydeł nie była chyba domeną Polaków. Powszechny stał się u nas dopiero Biały Jeleń w I połowie XX wieku. Przed nim stosowano rozmaite mydlane alternatywy. Do tych ciekawszych należy na pewno mydlnica lekarska. Jest to dziko rosnąca roślina, z której korzenia sporządzano pieniący się wywar. Można było w nim wziąć dobroczynną dla zdrowia kąpiel albo zrobić pranie.

Innym wariantem jest kacze mydło, czyli bogata w minerały skała osadowa. Przybiera brązowy albo szary kolor, w dotyku jest śliska. Można taką bez problemu znaleźć na dnie Sanu i przekonać się na własnej skórze o jej właściwościach. Jeśli naturalna alternatywa mydła nie spełni oczekiwań, zawsze pozostaje sprawdzone przez parę pokoleń mydło szare. Używano go do prania w baliach z tarami, zanim został wymyślony proszek do prania. Dzisiaj mamy go za oczywistość, a dla naszych prababek był prawdziwym novum w żmudnym świecie tarcia.

Rewolucja przemysłowa sprawiła, że ubrania zaczęto produkować w fabrykach. Odchodzono w nich od stosowania przędzy lnianej, konopnej, na rzecz bawełny. Tkanina z niej była miękka, często sztucznie farbowana, więc pranie przy użyciu żrącego ługu, uderzanie kijankami mogło ją łatwo zniszczyć. Bezpieczniej było prać delikatne, bawełniane rzeczy w baliach z tarą i szarym mydłem.

Pierwszy proszek i pralka elektryczna

            W 1907 roku niemieckie Henkel & Co., Düsseldorf rozpoczęło produkcję proszku Persil. Reklamowano go jako sam pracujący środek do prania. Musiało to brzmieć zachęcająco, bo skoro proszek pracuje, to gospodyni odpoczywa, a sznur białych ubrań i tak powiesi!  Międzywojenną ikoną produktu stała się tzw. biała dama ; młoda Niemka w sukni, kapeluszu florenckim, trzymająca w lewej dłoni opakowanie proszku Persil.Nic dziwnego, że dzięki tak sugestywnej kampanii reklamowej i skuteczności gotowego specyfiku, jedynym przeznaczeniem szarego mydła stały się zabiegi higieniczne. 

Ten sam rok stał się również kamieniem milowym w rozwoju AGD. Alva Fisher skonstruował pierwszą pralkę z bębnem, napędzanym przez silnik elektryczny. Wadą wynalazku był słabo zabezpieczony silnik, przez co zdarzały się porażenia.  Biednemu użytkownikowi mogły z wrażenia włosy stanąć dęba (w najlepszym wypadku). Przez prawie dwie następne dekady zajmowano się udoskonalaniem pralek tj. poprawą standardów bezpieczeństwa, dalszą automatyzacją. Dopiero w połowie lat 30. amerykańskie pralki trafiły do sprzedaży.

Równolegle w Polsce, tarcie miało się w najlepsze, a gdzieniegdzie to i kijanki klekotały! Dopiero w latach 50. sprowadzono nad Wisłę pierwsze pralki, ruszyła ich krajowa produkcja.

Wkrótce miało nastać przysłowiowe pięć minut Frani. Prosta beczka z wirnikiem i jej nieodłączny

towarzysz – IXI 65  dopełniały obraz PRL-owskiego domostwa, jak to w historii bywa, do czasu kiedy na horyzoncie nie pojawiło się coś atrakcyjniejszego.


Zaskakujący wydaje się fakt, że Franie nie odeszły tak zupełnie do lamusa. Wciąż produkuje je prywatna spółka Kalisto, a to oznacza, że nabywców nie brakuje. Franie doskonale sprawdzają się tam, gdzie nie ma dostępu do bieżącej wody, kanalizacji. Są idealnymi kompankami survivalowego życia, choć pewnie niewielu chciałoby je zabrać na stałe do domowej pralni…

Po co wracać do reliktów przeszłości, skoro są nowoczesne wynalazki? Chętnie z nich na co dzień korzystamy, rzadko zastanawiając się, co byśmy zrobili, gdyby ich zabrakło. Przestaliśmy osobiście walczyć z brudem, teraz walczą za nas maszyny!

            Na koniec chciałabym podkreślić, że słowo walka jest tu tylko pewną metaforą. Naszym przodkom, zarówno tym z kurnych chałup, jak i dworów brud specjalnie nie przeszkadzał. Był naturalny jak ludzka fizjologia i życie. Miednica i dzban, raz w czas prana koszula były wystarczające do odprawienia przedświątecznego rytuału czystości, a łazienki, nawet we dworach nie były standardem. Dopiero w XXI wieku stały się nieodłączną częścią domostwa podobnie jak pralka, proszek i niekoniecznie szare – mydło.

Marcelina Kozłowska