Studium przypadku sanockiego wampira

Wampiry… dzisiaj już tylko zdrakulizowany wytwór komercyjny, kiedyś obiekt prawdziwego lęku. Wcale nie tak dawno temu zwalczano je zaciekle na Podkarpaciu. Nie służyły do tego wcale pęki czosnku. Bardziej przydatne okazywały się gwoździe do przeszywania ciała nieboszczyka czy ostre narzędzia do obcinania głów.

Pod koniec lat 80. XX wieku obok sanockiej cerkwi pod wezwaniem Świętej Trójcy były prowadzone prace konserwatorskie. Muzeum Budownictwa Ludowego przenosiło zabytkowy dom. W planach było wybudowanie nowej filii muzeum na jego terenie. Zorganizowano więc tzw. ratownicze badania wykopaliskowe, pozwalające dokonać eksploracji terenu przed rozpoczęciem prac budowlanych. Odkryto w ich wyniku cmentarzysko. Biorąc pod uwagę lokalizację przeniesionego domu, nie było to niczym zaskakującym. Dawniej powszechnie chowano zmarłych w obrębie kompleksów zabudowań sakralnych.

Zainteresowanie archeologów wzbudziło dopiero odkrycie nietypowego szkieletu na rubieżach cmentarzyska. Głowę zmarłego znaleziono pomiędzy kośćmi udowymi, co wskazywało że została zastosowana praktyka antywampiryczna. Na podstawie ekspertyz antropologicznych, udało się ustalić, że potencjalny ,,wampir’’ liczył nie więcej niż 25 lat. Z kolei zagwozdką była jego płeć, szkielet nosił zarówno cechy męskie jak i żeńskie. Nie można wykluczyć hermafrodytyzmu, który mógł być wystarczającym powodem zastosowania praktyk antywampirycznych. Odmienność w różnorakim tego słowa znaczeniu zawsze budziła lęk, podejrzenia.

Chronologiczne perypetie

Archeologów interesował czas pogrzebania ,,wampira’’. Jego precyzyjne ustalenie okazało się niemożliwe, dlatego starano się wyznaczyć ramy czasowe okresu, w którym mogło to mieć miejsce. Budowę cerkwi rozpoczęto w 1550 roku, kiedy to prawosławni otrzymali od ówczesnego starosty Sanoka – Piotra Zborowskiego plac pod jej budowę. Na przestrzeni wieków cerkiew przeszła wiele przeobrażeń, zarówno ustrojowych, jak i architektonicznych. W 1692 roku przemyska diecezja prawosławna przyjęła grekokatolicyzm, co było dość odległą czasowo reperkusją unii brzeskiej. Później, w drugiej połowie XVIII wieku w miejsce starej cerkwi wzniesiono jej nową, murowaną wersję.

O ile historia samej cerkwi była dobrze udokumentowana, o tyle informacji o przycerkiewnym cmentarzysku było znacznie mniej. Z tego powodu archeolodzy oparli swoje wnioskowanie o czasie pochówku ,,wampira’’ o dane pośrednie. Wiadomo było, że po I rozbiorze Polski w 1772 roku, dzisiejsze Podkarpacie znalazło się pod zaborem austriackim. Zaczęły od tego czasu obwiązywać zarządzenia cesarskie. Na mocy jednego z nich, od 1783 roku zakazywano pochówku zmarłych w pobliżu obiektów sakralnych. Bardzo możliwe, że w okolicach tego właśnie roku omawiany cmentarz został zamknięty. Potwierdzałyby to odkryte na jego terenie szelągi litewskie i koronne Jana Kazimierza, będące w obiegu właśnie do połowy XVIII wieku. Warto wspomnieć, że odnaleziono je m.in w ustach dwóch zmarłych, co także miało istotny związek z praktykami antywampirycznymi. Monety pełniły funkcję daru przekupnego, który miał zniechęcić zmarłego do powrotu.

Karpacka zabobonność

Reasumując, po zestawieniu tych wszystkich informacji określono, że ,,wampira’’ pochowano pomiędzy 2 połową XVI a 3 ćwiercią XVIII wieku. Jest to wiarygodne, tym bardziej że w czasie tym wiara mieszkańców Podkarpacia w destruktywne moce wampirów, czarownic i i innych nadnaturalnych bytów miała się w najlepsze. Racjonalizm bardzo długo uginał się pod siłą ludowych obyczajów. Na skalę tego zjawiska zwrócił uwagę, w czasie badań terenowych Oskar Kolberg, pozostawiając taki oto zapisek: ,,w upiory lud górski wierzy mocno, i że w sanockiem od upiorów, tak mężczyzn jak i kobiet, żadne sioło nie jest wolne”. Wierzenia te dotyczyły nie tylko wiosek, ale i miast. Ks. Jan Reichel – proboszcz parafii w Grabownicy wspomina: „ludzie nawet inteligentni w Sanoku z końcem XIX wieku chcieli w dzień wykopać zmarłego i przeprowadzić na nim tę operację jedynie policja państwowa im tego zakazała i na profanację zwłok nie zezwoliła.’’ Słowo operacja jest w tej wypowiedzi eufemizmem. Ks. Reichel miał na myśli po prostu odcięcie głowy zmarłemu.

Wampir czy skazaniec?

Chociaż hipoteza o praktykach antywampirycznych zdaje się najbardziej trafna, rozważano także inne. Szkielet mógł potencjalnie należeć do skazańca poddanego dekapitacji. Jednak w wypadku takiego założenia nie do końca zgadzałoby się miejsce pochówku. Zwłoki skazańców były z reguły grzebane w okolicach miejsc egzekucji, a ze źródeł wynika, że przynależąca do Sanoka szubienica znajdowało się na terenie wzgórza Glinice (Dąbrówka Ruska). Prawdopodobieństwo, że ,,ścięcie’’ odbyło się w okolicy zamku było niskie. A zakładając, że tak było, trudno byłoby i tak wytłumaczyć nietypowe położenie czaszki. Kiedy grzebano zdekapitowanych skazańców, nie kładziono ich głów poza układem anatomicznym.

Do konstelacji zgromadzonych faktów bardziej pasowałaby hipoteza, że szkielet należał do osoby posądzonej o sprowadzenie epidemii. W 1622 roku przez Olchowce przeszła dżuma. Możliwe, że przeprowadzono praktyki antywampiryczne na podejrzanym osobniku, chcąc w ten sposób powstrzymać rozprzestrzenianie się niebezpiecznej choroby.

Praktyki antywampiryczne

Rodzi się pytanie, skąd w ogóle wzięły się praktyki antywampiryczne? Dlaczego były tak ważne? Najprawdopodobniej stanowiły one spuściznę po pogańskich Słowianach, którzy kremowali ciała zmarłych. Po konwersji na chrześcijaństwo stało się to zakazane. Słowianie zaszczepili wówczas swoje wierzenia w praktyki pogrzebowe. Praktycznie do XIX wieku powielano je, w czym najbardziej zachowawcza na terenie karpackim była ludność ruska, Bojkowie, Łemkowie.

Takie zabiegi jak pośmiertne odcinanie głowy, później zmienianie jej naturalnego położenia, wbijanie ostrych przedmiotów w ciało nieboszczyka, łamanie mu kończyn itd., miały na celu jego unieszkodliwienie. Wierzono, że osoba zmarła może niczym zombie wstać z grobu i czynić spustoszenie, strasząc, zsyłając plagi, mordując ludzi i zwierzęta gospodarskie. Dawne społeczności chciały się tego ustrzec, w czym pomagały im przekazywane z pokolenia na pokolenie zabobony. Wpisywały się one w pogrzebowy ryt, który odprawiony właściwie, zapewniał spokój nie tylko zmarłemu, ale i miejscowej ludności.

Wampirycznym antidotum często stosowanym na pogrzebach był mak. Sypano go zmarłemu do ust, trumny, grobu, z nadzieją, że w ten sposób zostanie na dobre uśpiony. Ponadto ziarna maku rozrzucano po drodze, wiodącej od domu zmarłego do cmentarza i na odwrót. Wierzono, że zanim powstały z grobu zdołałby policzyć wszystkie ziarna, nastałby brzask, który jak wiadomo nie jest ulubioną porą istot nadnaturalnych. Innym wampirycznym antidotum była haftka, złożona z dwóch części, pochodzących z domostw stojących po przeciwległych krańcach wsi. Wkładało się ją również do ust zmarłego (alternatywnie obok maku i haftki mogły to być wcześniej wspomniane monety albo kamienie.) Kiedy już dochodziło do umieszczenia w grobie trumny, przywalano ją dużymi kamieniami, żeby maksymalnie utrudnić potencjalną ,,ucieczkę’’.

Druga śmierć

Jeżeli antywampirystyczna prewencja nie zadziałała, podejmowano się jeszcze innych praktyk, wcześniej upewniwszy się, że zmarły rzeczywiście wyszedł w nocy z grobu. Miały o tym świadczyć grób z dziurą, pierze pod pachami zmarłego. Takie dowody nocnego zbiegnięcia doprowadzały zaniepokojoną społeczność do dalej posuniętych interwencji. Bywało, że ,,nachalnemu spacerowiczowi’’ obcinano kończyny, przecinano żyły pod kolanami, wbijano w ciało ostre przedmioty (szczególnie w żebra i głowę). Dość powszechne, przynajmniej na terenie ziemi sanockiej było także obcinanie głów. Praktyka ta mogła być stosowana zarówno przed pogrzebem, jeśli osobę uznawano za szczególnie predysponowaną do przeistoczenia się w upiora, jak i po pogrzebie. Obcięciu głowy często towarzyszyło zmienienie jej położenia. Najczęściej układało się ją pomiędzy nogami zmarłego, tak jak w przypadku ,,wampira” odkrytego na przycerkiewnym cmentarzu w Sanoku.

Co ciekawe w niektórych miejscowościach funkcjonowali zawodowi zabójcy wampirów, nazywani przez Łemków baczami. Niczym ,,wiedźmini’’, zwalczali oni odporne na metaliczne ostrza, kołki i błagalne modlitwy upiory.

Przyglądając się kontekstowi kulturowo-obyczajowemu życia dawnych mieszkańców Sanoka i okolic, staje się jasne, że praktyki antywampiryczne były powszechne blisko do XIX wieku. Odkryty w ramach wykopalisk archeologicznych ,,wampir’’ nie był jedyny. Odkryto ich znacznie więcej, choćby na pobliskim placu św. Michała. Nie świadczy to bynajmniej o tym, że Sanok był drugim Siedmiogrodem. Te dzisiaj zdawałoby się makabryczne praktyki obejmowały swoim zasięgiem nie tylko Podkarpacie. Być może przetrwały tak długo, bo pozwalały ludziom dać upust egzystencjalnemu lękowi.

Lęk przed śmiercią towarzyszy ludziom w każdych czasach.

Marcelina Kozłowska

Kanwą dla napisania tego tekstu był poniżej zamieszczony artykuł.

Kotowicz, P. N. (2011). „Wampir” z ulicy Zamkowej 20 w Sanoku. Rocznik Sanocki, 10, 33-65.