Maziarze z Łosia

Łosie to mała wioska położona niedaleko Gorlic. Przed wojną była najbogatszą wsią łemkowską. Dzięki dostępowi do naturalnych zasobów ropy i przedsiębiorczości, łosiańscy maziarze prosperowali przed wojną na wielką skalę. Z ich wyrobów korzystało przeszło pół Europy, włączywszy w to dzisiejsze kraje bałtyckie, Rosję, Austrię, Ukrainę, Węgry.

Tradycja produkcji mazi była w przypadku Łosian długa. Na początku produkowali wszechstronny w użytku dziegieć, którego dobroczynne działania trudno jest przecenić. Specyfik ten był pozyskiwany dosyć prymitywną metodą suchej destylacji. Do specjalnego dołu ziemnego, nazywanego smolarnią wkładało się dwa gliniane garnki, z których jeden miał szczelne dno, a drugi perforowane. Na garnek ze szczelnym dnem, kładziono garnek z dnem perforowanym. Po wypełnieniu górnego naczynia korą, zamykało się go pokrywką i oblepiało całą ,,konstrukcję” gliną. Kiedy glina przeschła, kładziono na to wszystko stos drewna i go podpalano. Po kilkunastu godzinach palenia można się było spodziewać otrzymania dziegciu w w dolnym garnku. W tym na górze wytwarzał się węgiel drzewny.

Mieszkańcy Łosia produkowali dziegieć na własne potrzeby, a później także w celach komercyjnych. Nie było trudno znaleźć na niego nabywców. Szerokie spektrum zastosowań, obejmujące głównie lecznictwo i rzemiosło sprawiało, że dziegieć był pożądany w każdym gospodarstwie. Przykładowo można nim było impregnować skóry, używać jako smaru do piast w kołach, leczyć choroby dermatologiczne.

Na powyższym zdjęciu znajduje się chałupa z Ustrobnej z 1897 roku, przeniesiona do sanockiego skansenu. Są na niej namalowane charakterystyczne, czarne pasy. Dawniej w okolicach Krosna, Jasła pokrywało się zręby chałup mieszanką ropy naftowej i sadzy. Stanowiło to dobry impregnat.

Maziarska przedsiębiorczość

W niektórych miejscach w Łosiu samoistnie spod ziemi wydobywała się ropa naftowa. Nie za bardzo było wiadomo, czym jest ta tłusta, ciemna ciecz, stąd nazwano ją skałolejem. W celu lepszej eksploatacji takich naturalnie występujących ujść, poszerzano je i tym sposobem powstawały tzw. kopanki. Gdy w II połowie XIX wieku zaczął się dynamicznie rozwijać przemysł naftowy, dużo wydajniejsze od kopaczy o ograniczonej mocy przerobowej okazały się profesjonalne odwierty. Nie oznaczało to wcale, że maziarze przestali być potrzebni. Rozwój przemysłu naftowego był wręcz punktem zwrotnym w ich karierze. Popyt na produkty ropopochodne znacznie wtedy wzrósł.

Łosiańscy maziarze wypracowali samodzielnie skuteczne metody destylacji ropy. Oprócz tego byli wprawnymi logistykami. O ile w dobie rafinerii samodzielna destylacja ropy przestała się opłacać, o tyle umiejętności planowania transportu nie straciły na czasie. Maziarze dostarczali hurtowo swoje wyroby przy wykorzystaniu połączeń kolejowych. Z kolei do indywidualnych klientów docierali osobiście, zaprzęganymi w konie wozami maziarskimi, zwanymi niekiedy sekerami. Na takim pojedynczym wozie mogło się zmieścić od 8 do 12 beczek.

Takie wozy maziarskie synowie dziedziczyli z pokolenia na pokolenie, a wraz z nimi ,,szlaki handlowe’’ w obrębie których handlowano. W ten sposób przeciwdziałano konkurencji i sporom. Praktycznie wszyscy mieszkańcy Łosia byli maziarzami. Jeżdżąc tymi samymi drogami raczej dużo by nie zarobili. Taka samoorganizacja była więc jak najbardziej wskazana.

Handel obwoźny wiązał się nieraz z dłuższymi wyjazdami, trwającymitygodnie, nieraz miesiące. Najdalszymi punktami, do których dojeżdżaliwozamimaziarze to Ryga i Jekaterynosław(dzisiejszy Dniepr).

Bogactwa czas

Okres międzywojnia był czasem największej świetności maziarzy. Szacuje się, że w 1935 roku z Łosia wyjechało aż 335 wozów maziarskich. Ropa naftowa nie bez kozery została nazwana czarnym złotem; pracowici mieszkańcy małej, podgorlickiej wioski wzbogacili się na niej w newralgicznym czasie jej upowszechniania się, czyniąc z Łosia najbogatszą łemkowską wieś. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że na tle swojej grupy maziarscy potentaci wypadali niejednorodnie. Niczym nuworysze podkreślali swoją pozycję na różne sposoby. Jednym z nich był strój, w którym uwidaczniały się wpływy miejskie. Kobiety chętnie zamawiały u krawców szyte na miarę stroje z importowanych jedwabiów, batystów, aksamitów. Nosiły ostentacyjnie po kilka spódnic naraz, bo kto bogatemu zabroni? Ozdabiały się też chętnie biżuterią, do której zaliczały się prawdziwe korale – niegdyś marzenie każdej Łemkini. Kobiety odchodziły od strojów ludowych, jednak nie do końca. Próbowały wypracować kompromis między tym, co tradycyjne, a tym co nowoczesne. Mężczyźni byli zdecydowanie mniej zachowawczy, bo całkowicie porzucili stroje ludowe.

Bardziej monumentalnym wyrazem dobrobytu Łosian było stawianie przez nich pokaźnych willi góralskich albo murowanic, czyli dużych, dwupiętrowych i nomen omen murowanych domów. Niekiedy posiadały one nawet łazienki, co jak na początek XX wieku było prawdziwym ewenementem. Preferowana architektura, w której uwidaczniały się wpływy podróży bliższych i dalszych, miała niewiele wspólnego z łemkowskimi chyżami i stanowiła o swoistości łosiańskich maziarzy. Jakby nie było, choćby przez rodzaj wykonywanych prac maziarze różnili się od przeciętnego Łemka, skoncentrowanego na uprawie roli i hodowli zwierząt.

Dzisiaj działalność maziarzy upamiętniają już tylko muzea. W Łosiu można odwiedzić zrekonstruowaną zagrodę maziarską, stanowiącą oddział in situ Muzeum Dwory Karwacjanów i Gładyszów w Gorlicach. W sanockim skansenie na terenie sektoru naftowego można też zobaczyć wóz maziarski, pochodzący właśnie z Łosia.

Marcelina Kozłowska

Źródła są dostępne w redakcji.