Geniusz polskiego gazowictwa

Marian Wieleżyński – prekursor przemysłu gazowniczego w Polsce, związany z Borysławsko-Drohobyckim zagłębiem naftowym. Był nie tylko genialnym wynalazcą, dążącym do innowacji w przemyśle, ale także zdolnym menadżerem. Założył z sukcesem akcjonariat pracowniczy, w którym to robotnicy byli wpółwłaścicielami fabryki.

Marian Wieleżyński urodził się w 1878 roku w Zastawnej koło Czerniowiec (dzisiejsza Ukraina). Gdy miał kilka lat, jego ojciec zginął tragicznie w wypadku kolejowym. Po tym wydarzeniu przeniósł się z matką do Ołomuńca na Morawach, gdzie mieszkał dziadek ze strony matki. W okresie wczesnoszkolnym ujawniły się zainteresowania intelektualne Wieleżyńskiego. Czytał dużo książek, co zaimponowało miejscowemu rabinowi. Widząc poznawczą ciekawość małego chłopca, udostępnił mu swoją bibliotekę. Wieleżyński zapoznał się tam m.in. encykliką Rerum Novarum czy pracami Jeana de Simsondiego.

W 1896 roku Wieleżyński rozpoczął studia na Wydziale Chemii Politechniki Lwowskiej. Pod względem dydaktycznym, Lwów stał wówczas bardzo dobrze. Koncentrował polską elitę intelektualną. Wieleżyński miał więc cieplarniane warunki by rozwijać swoje zdolności i uczyć się od prominentów w dziedzinie swoich zainteresowań. Na Politechnice Lwowskiej wykładał wówczas Ignacy Mościcki, z którym Wieleżyńskiego łączyło nie tylko zainteresowanie chemią, ale sympatie polityczne. Obaj byli zdeklarowanymi piłsudczykami. W ostatnich latach studiów Wieleżyński został relegowany za działalność w Polskiej Partii Socjalistycznej, ostatecznie zostając absolwentem Politechniki Wiedeńskiej.

Walka o gaz ziemny

Uzyskawszy dyplom, podjął pracę w drohobyckiej rafinerii ,,Galicja’’. Szybko jednak z niej odszedł, czego przyczyną była protekcjonalna postawa dyrektora. Zrażony nią założył własne laboratorium, przy współpracy z urzędem celnym w Drohobyczu. Badał w nim właściwości różnych odmian lokalnej ropy. Prowadził także własne badania, jak na pełnokrwistego naukowca przystało. Głównym przedmiotem jego zainteresowań był gaz ziemny. Opracował sposób produkcji gazoliny – mieszanki węglowodorów, otrzymywanej z destylacji ropy naftowej. Jako główne zastosowanie Wieleżyński wskazywał ogrzewanie kotłów parowych w rafineriach.

Projekty Wieleżyńskiego długo nie były realizowane pomimo, że niosły w sobie realną szansę na usprawnienie gospodarki. Nafciarze nie widzieli w gazie ziemnym szans na zarobek. Eksploatowali go wraz z ropą i palili w kotłach, co było rozwiązaniem nieekonomicznym. Dopiero pożar szybu ,,Oil City’’ w 1908 stworzył przestrzeń do dyskusji na temat zarządzania gazem ziemnym.

Na tym apokaliptycznym zdjęciu widać dym z palącego się Oil City. Pożar spowodowały wyładowania atmosferyczne. Ogień przedostał się z szybów naftowych do zbiorników ropy, która jak wiadomo jest łatwopalna. Interweniowała zawodowa straż pożarna z Borysława, żołnierze z jednostki saperskiej z Przemyśla, gasiciele ognia tj. żydowscy robotnicy, zobowiązani do udziału w akcjach gaśniczych. Kilka dni zajęło okiełznanie żywiołu. Notabene, pożary na terenie Borysławia były częste . Dochodziło do niekontrolowanych erupcji mieszanin gazów i ropy.
Gazolina

Wieleżyński niedługo po zrealizowaniu pierwszego projektu, zaczął przyjmować bardziej ambitne zlecenia. Dla austriackiej firmy Erdgass połączył gazociągiem rafinerię w Drohobyczu ze złożami gazu we wsi Tustanowice. Długość gazociągu wyniosła 14 km.

Zadowolony z czasu i jakości wykonania zleceniodawca zaprosił Wieleżyńskiego i jego współpracownika, również aktywnego działacza gospodarczego – Szaynoka do Stanów Zjednoczonych. Mieli tam okazję zapoznać się z nowoczesnymi technologiami. Po powrocie założyli spółkę ”Gaz Ziemny” i przystąpili do budowy fabryki gazoliny w Borysławiu. W 1920 poprzez połączenie wcześniej założonych spółek powstała Spółka Akcyjna ,,Gazolina’’.

Marian Wieleżyński wprowadził nowatorskie rozwiązanie organizacji pracy w spółce. Rozdysponował do kupna udziały w firmie. Pracownicy, którzy weszli w ich posiadanie stawali się jakby wspólnikami. Taka pozycja sprawiała, że byli bardziej zaangażowani na rzecz rozbudowy przedsiębiorstwa. Inwestycje zwracały się im w dywidendach, które wraz z dynamicznym rozwojem przedsiębiorstwa, robiły się coraz wyższe.

Fenomen akcjonariatu

Akcjonariat sprawdzał się też wielokrotnie w sytuacjach kryzysowych; zaangażowany w walkę o polską niepodległość Wieleżyński został w 1918 internowany przez Ukraińców do obozu w Kołomyi, gdzie spędził rok. Po uwolnieniu, zastał swoje przedsiębiorstwo bez uszczerbku.

Wyjątkowa była też sytuacja Gazoliny podczas strajku w Zagłębiu 1920 roku. Zadowoleni z warunków bytowych pracownicy nie chcieli brać udziału w protestach. Statut zapewniał im optymalne warunki pracy i korzystny system wynagrodzeń. Swoją drogą, statut ,,Gazoliny” jest dość ciekawie napisany. Wieleżyński pisze w wstępie: ,,Robotnik rolny może marzyć o tym, że prędzej czy później zdobędzie kawałek ziemi, na którym wedle swego upodobania gospodarzyć będzie. Robotnik fabryczny, nie może marzyć o tym, ażeby posiadł na swoją własność cuda nowoczesnej techniki, natomiast może i powinien myśleć o tym, aby stać się współwłaścicielem przedsiębiorstwa, w którym pracuje.’’

Innym ciekawym incydentem z historii Gazoliny była próba przejęcia przedsiębiorstwa przez obcy kapitał. Została złożona bardzo korzystna oferta; za jedną akcję imienną, można było otrzymać 45-krotność jej wartości nominalnej. Pracownicy dysponowali wówczas 13 500 akcjami o łącznej wartości 1 350 000 co pomnożone przez 45 dawało więcej niż 60 milionów! Obietnica szybkiego wzbogacenia się nie przekonała jednak nikogo. Lojalność była ważniejsza.

,,Wskrzeszanie’’ zapomnianego geniusza

Dynamiczny rozwój ,,Gazoliny’’ nie trwał jednak wiecznie. Zakłóciło go nadejście drugiej wojny światowej. Przedsiębiorstwo upaństwowiono, a pracowników wywieziono na wschód. Nastąpił koniec akcjonariatu i prosperowania na wielką skalę. Dzieło życia zostało bezmyślnie zniszczone.

Po tych brutalnych czasach przetrwała pamięć o wynalazcy i jego dokonaniach. Jednak trzeba z przykrością przyznać, że Wieleżyński jest postacią wciąż mało znaną, na przykład w porównaniu z Ignacym Łukasiewiczem, który to stał się polską ikoną przemysłu wydobywczego. Mając na uwadze ten fakt, nakręcono niedawno film ,,Wieleżyński – Alchemik ze Lwowa’’ (w reżyserii Mariusza Bonaszewskiego). Kręcono go na Podkarpaciu, w takich miejscowościach jak Sanok, Jasło czy Krosno. Zwiastun filmu wydaje się obiecujący. Zamieszczam go poniżej i zachęcam do zapoznania się.

Marcelina Kozłowska

Artykuł został oparty na pracy Jana Koziara, ,,Gazolina’’ S.A. Pierwsza polska spółka pracownicza.